Pociąg przychodzi o północy
mieszkania kraków |Deska barlinecka opinie |wigilia w górach

„Pociąg przychodzi o północy. Skostniałam już z zimna, nasłuchałam się różnych gadek od bab z tłumokami, nażaliły się mi, napłakały. O córkach, mężach, braciach, synach. Jeden zamordowany w więzieniu na Montelupich, drugi w Oświęcimiu, na ulicy gdzieś tam, a gdzie — nie wiadomo. To wszystko kobiety z okolic Krakowa. Czekają na swoje pociągi. Ja wpycham się w jadący do Warszawy.
Jedziemy przez Tunel. Zgiełkliwe śmiechy, kłótnie, ktoś mamroce piosenkę, ktoś jęczy, chrapie, klnie. Po raz setny obiecuję sobie wagon sypialny po wojnie. Czyjeś ramiona uchwyciły mnie w uścisk, ciągną do całowania. „Raz się żyje" — mamle mi w ucho pijany głos. Walę pięścią w ciemność. Wrzask jakiejś baby. Ale ramiona puściły. Mężczyźni wyzbyci są wszelkiego wstydu. Po ciemku, byle jak i byle gdzie, i z kim. W każdej podróży narażona jestem na tego rodzaju zaczepki. Po cóż oni jeżdżą, czego szukają Najlepsi, drodzy nii chłopcy walczą, giną tam, a ci tutaj... On chce raz żyć. Ja chcę żyć dużo razy, chcę być kochana i kochać, chcę całować i być całowana. Ale nie tak, nie w ten sposób.
Jakaś stacja. Nowy tłok, nogi i ręce, toboły i walizy, nie kończący się ładunek. Przygnieciona jestem do okna. Mam przynajmniej trochę innego świata za szybą.“(16)



lazienki |Architekt |Perfumy promocje