- Nie mogłem - tłumaczy mj Welsch
hotele bydgoszcz |Pozycjonowanie Gliwice |nanotechnologia produkty

„— Nie mogłem — tłumaczy mj Welsch po ośmiu latach od tamtego popołudnia — tak w ciągu kilku godzin przekreślić swego lotniczego życiorysu. Ten zawód fascynował mnie od dziecka.
W siódmej klasie podstawówki założył w Rzeszowie koło Ligi Lotniczej. Latem 1952, jako siedemnastoletni chłopak, miał już w kieszeni licencję pilota szybowcowego drugiego stopnia. Zdobył ją bez wiedzy rodziców. Po maturze przyszedł czas na kolejne szlify, tym razem skoczka spadochronowego. Dostał się na kurs organizowany przez Centrum Wyszkolenia Lotniczego we Wrocławiu „kuchennymi drzwiami". Gdy próbował głównym wejściem, komendant nawet nie chciał słuchać jego błagań, a na delegacji z aeroklubu przybił tylko pieczątkę z dopiskiem „przybył dnia... i natychmiast wybył".
A jednak skończył ten kurs. Przez następne dwa lata dzielił swój dzień między pracę w WSK w Rzeszowie a latanie w Aeroklubie. Nawet pobór do wojska nie oderwał go od samolotów. W szkole wojsk lotniczych zapracował na świadectwo mechanika radiowych urządzeń samolotowych. Potem otarł się o lotnictwo morskie.
— Po powrocie z wojska — wspomina — nie mogłem wysiedzieć w WSK. Stamtąd było mi za daleko na lotnisko! Załatwiłem sobie robotę u meteorologów i znów dużo latałem. Wtedy dobiłem się srebrnej i złotej odznaki pilota szybowcowego oraz licencji instruktora szybowcowego.“(15)



spływy kajakowe |włodarzewska opinie |orijen